Przyjaciele

Image may contain: bird

Dziś parę słów o przyjaźni… Janek mieszka na ulicy Dolina Zielona… i jest to prawdziwa Dolina małego strumienia, który jednak przez wieki wyżłobił wśród wzgórz Doliny Odry swoją własna Dolinę. Strumień pewnie kiedyś był rzeką- nazywa się Luiza… i płynie 50m obok naszego domu tworząc wśród pięknych drzew bajorka i jeziorka. Dzięki temu w okolicy gnieżdżą się rudziki- nasze polskie krewniaki słowików. Od wczesnej wiosny- aż do października możemy słuchać ich pięknego śpiewu.
Rudzik jest nieco mniejszy i delikatniejszy od wróbla. Rudzika łatwo rozpoznać po rdzawym przedzie ciała obejmującym twarz, gardło i pierś, ograniczonym po bokach szyi popielatym pasem. Wierzch ciała brunatny, brzuch szarawy. Zwykle przebywa na ziemi biegając w nieco wyprostowanej postawie. Jest jednym z najlepszych naszych śpiewaków. Jego śpiew jest bardzo urozmaicony, potoczysty, złożony z czystych dźwięków składających się na długą piosenkę.
Wieczorem ze swoich kryjówek pojawiają się łowcy komarów- małe czarne nietoperze, które bezszelestnie przefruwają tuż nad głową i znikają w ciemnościach.
Obok nas rośnie olbrzymi ponad 500 letni dąb- który pamięta czasy, kiedy Zielona Góra należała jeszcze do Piastów.
Mimo, że to prawie centrum miasta doskonałe miejsce na prawdziwe dzieciństwo z terenami do spacerów jazdy na rowerach- boiskami do nogi, podwórkami przy domach do klepania w kosza… do niedawna za 5 minut można było znaleźć się w podgrzybkowym sosnowym lesie, a sarny pasły się na łąkach koło Wagmostawu- jeziorka obok naszego domu… nasz dom jest zbudowany na płaskim terenie dawnego boiska piłkarskiego- ale część działki wznosi w górę i tam od z 30 lat rosną nasze winogrona z których powstaje/jak się uda/ pyszne czerwone i białe winko- akurat na dwie wieczorne lampki aż do następnych zbiorów.
I w takich okolicznościach przyrody w 2005 roku pojawił się pewnego dnia Jasiu- nasze oczko w głowie wielkie szczęście rodziców, którzy zmagali się wówczas z zarządzaniem supermarketami w Krakowie i Głogowie… Dwójka starszego rodzeństwa kończyła już studia – w domu była jeszcze licealistka Natalia… Po chwilowej konsternacji… jak to Mama w ciąży? -była wielka radość… a mały urwis rozpieszczany przez wszystkich wkrotce szalał po okolicy z kolegami.
Najlepszy kolega zjeżdżał tu na wakacje i ferie z Gorzowa – kiedy się pojawiał Karol- Jasiu znikał na całe godziny na boiskach, rowerach- a później przed ekranem komputerów. Razem dorastali przechodząc fazy bajek dla dzieci, pierwszych gier, tłuczenia godzinami piłką do koszykówki, razem do kina, razem nocki z rozbijaniem namiotów w ogrodzie i objadaniem czereśni na której potrafili spędzać całe godziny…
Do paczki chłopaków dołączała Emilka i póki byli mali –szalała z nimi… jak stała się piękna panną- to niestety – jak to u nastolatków – dziewczyny kolegują się z dziewczynami – chłopaki z chłopakami- ale sympatia pozostała…
Franek pojawił się później… tak los chciał, że jego rodzice kupili dom Dziadków Jasia na tej samej ulicy. Przyjechał z Malezji do świata, który znał z krótkich wizyt u zielonogórskich dziadków – rodziców mamy… i nagle wyrwany z zupełnie innego krańca ziemi wylądował na Dolinie Zielonej… polubili się z Jasiem od razu… Mimo, że na początku z polskim było różnie – Franek dzięki temu że ma starszych braci Mikołaja i Tomka imponował Jasiowi znajomością gier komputerowych… Słuchanie ich dialogów w języku polsko malajsko angielsko chińskim- to był niezły kabaret… ale co drugie słowo obie gęby śmiały się od ucha do ucha… Franek młodszy – szybko dołączył do paczki Jasia i Karola. I przez wiele lat byli nierozłączni…Połączył ich też Minecraft. Godzinami budowali całe światy odganiajac rodziców
od telewizorów.
Kiedy już stali się na tyle doświadczonymi graczami, że mogli być częścią drużyny w której starsi bracia Franka grali w Lola i jeszcze jakieś inne gry zespołowe live… dołączyli do Mikołaja Tomka i ich kumpli – do paczki graczy dołączał czasem jeszcze Grzesiu ze szkoły… i dla całej ekipy największą nagroda stały się nocki – u Janka albo u Franka, które spędzali grając z podobnymi gangami z Anglii, Rosji Ukrainy, Malezji, Chin…
Inny zestaw kolegów Janka to szermierze. Janek kocha szermierkę… każdy trening to była najfajniejsza część dnia. Uwielbia swojego trenera i kolegów, z którymi razem od zera uczył się szermierczego rzemiosła… wyjazdy na zawody- tam też przyjaźnie z kolegami z innych klubów… Koledzy ze szkoły… też świetni- dzięki nim lubił chodzić do szkoły…
I nagle w to wszystko wplątała się choroba Janka. Po kolei odbierała mu wszystko…
Szermierka… akurat kiedy pojawiły się pierwsze poważniejsze sukcesy na zawodach. Rodzice kupili piękny strój szermierczy- trochę na wyrost, siostra wspaniałą szpadę…
Szkoła… zaczęło się chodzenie w kratkę… jeszcze rok temu odwiedziła go klasa z wychowawcą… obsiedli czereśnie, która akurat obrodziła w wielkie soczyste owoce jak szpaki…
Nieobecność – miesiącami w szpitalach w Polsce i za granicą- powoli rozrywała więzy- ale paczka z Doliny Zielonej czekała- i jak tylko Janek wracał do domu- pojawiali się Karol i Franek- i już było wiadomo, że kombinowana jest komputerowa nocka. Z górą chipsów, paluszków chińskich zupek i innych bardzo niezdrowych paskudztw popijanych jeszcze bardziej niezdrowymi płynami z których Coca Cola wyglądała najmniej szkodliwie…
Widzimy jak bardzo chłopcy przeżywają chorobę Janka. Emocje nastolatków nie polegają na wyrażaniu czułości… ale widzimy ich zatroskane oczy- żarty trochę na siłę- wszystko, żeby wywołać dawnego wesołego rozrabiakę Janka, którego szczerze polubili, lubią i nie godzą się, żeby było inaczej.
Karol dzwonił do Jasia w szpitalu… przeżywał wraz z nami ten ostatni bardzo trudny okres, kiedy pojawiły się kłopoty nie tylko z chodzeniem, ale i mówieniem. Sterydy ogłupiają… sprawiają, że człowiek myśli nieustannie o jedzeniu… Janek nie jest w stanie w pełni kontrolować swoich reakcji dopóki je bierze. Ale to jedyny skuteczny lek na obrzęk mózgu po radioterapii.
Kiedy wróciliśmy do domu po ostatnich trzecich naświetlaniach- pierwszy przybiegł Karol, który specjalnie ubłagał rodziców o pozwolenie przyjechania do Zielonej Góry, żeby spotkać Janka. Zobaczył swojego przyjaciela ledwo mówiącego –Jasiu wyraźnie się męczył mówiąc – przez co cierpiał podwójnie. Starał się… ale wizyta trwała krótko. Karol bardzo smutny poszedł do domu. Podobnie wyglądała wizyta paczki komputerowców z Frankiem i Tomkiem… bardzo się starali wywołać uśmiech na twarzy Janka…
To było dwa tygodnie temu… zaraz po powrocie z Warszawy. W tym czasie widzimy heroiczną walkę Jasia o każdą czynność. Ja sam… i już sam wchodzi po schodach w domu, sam schodzi ze schodów, sam się ubiera i rozbiera, stara się z nami jeździć do sklepów, pojechał z tatą po ryby na stawy, wyprawa do Częstochowy, dwa razy w kinie z siostrą… wczoraj pierwszy raz uruchomił komputer… Karol znów uprosił rodziców- i przyjechał… tym razem obejrzeli album ze zdjęciami ze Stanów Zjednoczonych- o każdym zdjęciu Janek opowiadał Karolowi- jakby to było wczoraj… może nie płynnie- ale powiedział wszystko… Karol przyszedł z prezentem- Janek dostał super słuchawki… przez chwilę przy stole siedzieli dwaj roześmiani kumple – choroba sobie poszła… Karol żegnał się z nami z uśmiechem na twarzy…
Paczka komputerowa zgłosiła się po Jasia wczoraj- zabieramy Jasia do kina. OK.- zawiozłem im Janka z wózkiem. Mimo, że Janek sam nie wejdzie po schodach bez poręczy do fotela… omówiliśmy co i jak trzeba. Dwóch wielkich chłopów Antek i Olek – pewnie go zanieśli w kinie na fotel- Zostawiłem Janka o 1700 na wyjściu z parkingu. Po 2000 zacząłem dzwonić- bo nie dawali znaku życia… Oddali nam Janka zmęczonego ale szczęśliwego… po drodze oczywiście nuggetsy w Mc Donaldzie, których wchłonął jakąś astronomiczną ilość… widziałem, że także trochę byli zmęczeni… Janek w samochodzie powiedział mi- Tato jestem więźniem własnego ciała… nie potrafię się wysłowić… Jak to nie potrafisz skoro powiedziałeś wysłowić- a to jest trudne słowo- widziałem, że cierpiał, że nie może być sobą takim jak jeszcze niedawno… Jasiu oni też tego nie przyjmują do wiadomości- dla nich jesteś takim jak jesteś tam w środku. I pomagają Ci, żebyś wrócił do siebie.
Nikt się nie zgadza na Twoją chorobę…
Jako Ojciec – chylę czoła przed Przyjaciółmi Jasia. Dziękuję Wam. Jesteście jego najlepszymi lekarzami.
Jak dojdzie do siebie trochę bardziej- nocka u nas… całe zaopatrzenie biorę na siebie.

Image may contain: one or more people and indoor

Image may contain: one or more people and people standing

Tags: No tags

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *